
Skoro na innych filmowych blogach pojawiły się już podsumowania kończącego się już roku, przyszła pora by i u mnie trochę o tym napisać. Najpierw jednak polecam Wam kilka wyjątkowych, moim zdaniem, tekstów:
1. Filmowe szaleństwo porządnie się rozpisało
TUTAJ
2. Chodź na film pisze
TUTAJ
3. Superkaczy od siebie
TUTAJ
4. Filmstock bardzo wyczerpująco
TUTAJ
5. Milczacy_krytyk pisze
TUTAJ
Zacznijmy więc od tego, że rok 2012 obfitował u mnie w filmy i to dosłownie. W porównaniu z 2011 (204 filmy, w tym 20 w kinie) poprawiłam się do wyniku
222 filmy, w tym
26 w kinie. Ponadto widziałam
53 krótkometrażówki; wynik skromny, bo pod koniec roku jakoś już odpuściłam. Słowem wstępu przechodzimy do części stosownej.
Wśród tych 222 filmów, 65 tytułów miało swoją polską premierę w 2012 roku. To z nich wybrałam najlepsze i najgorsze produkcje, a także filmy, które choć najlepsze nie były, pozytywnie mnie zaskoczyły i takie, które chociaż na miano najgorszych nie zasłużyły, pozostawiły niedosyt bądź zawód.
IN 10 W 2012
10. "Bogowie ulicy" (End of watch), reż. David Ayer, 2012
Kino
policyjne weszło na nowy poziom, łącząc w wyważony sposób dawkę
rozrywki z dobrym kinem sensacyjnym. Atutem niskobudżetowego filmu
"Bogowie ulicy" jest zdecydowanie sposób kamerowania "z ręki", który
nadaje produkcji naturalnego zabarwienia. "End of watch" to dramat i
kryminał jednocześnie i na każdym polu sprawdza się dobrze. Ponadto
świetnie spisujący się aktorzy, w tym Jake Gyllenhaal. Więcej z mojej strony o filmie
tutaj.
9. "Anna Karenina", reż. Joe Wright, 2012
Teatralna i
rytmiczna "Anna Karenina" to świeże spojrzenie na arcydzieło
rosyjskiego mistrza Lwa Tołstoja, które z kart powieści nie wycisnęło
wprawdzie wszystkiego, jednak formą prezentuje się wybitnie. Wizualnie
doskonały obraz Joe Wrighta, autora m.in. "Dumy i uprzedzenia" to dobra
propozycja dla widzów, którzy od kina oczekują czegoś niecodziennego, co
na pewno spotkać można w kolejnych malowniczych scenach "Anny
Kareniny". Więcej z mojej strony o filmie
tutaj.
8. "Musimy porozmawiać o Kevinie" (We need to talk about Kevin), reż. Lynne Ramsay, 2011
Oparta
na powieści historia demonicznego dziecka, które zawładnęło rodziną
przyjęła się wśród publiczności nad wyraz gładko. Ludzi film "We need to
talk about Kevin" zahipnotyzował, uwiódł i pozostawił wypranych z
wszelkich emocji, bądź właśnie naładował ich jeszcze bardziej. Wywołując
w widzach skrajne uczucia, obraz Lynne Ramsay nie pozostawia nikogo
obojętnymi, a kolejne wydarzenia na ekranie sprawiają, że "Musimy
porozmawiać o Kevinie" to mocny, trzymający w napięciu thriller.
Dodatkowo tytułowy Kevin, w którego wcielił się Ezra Miller to bohater,
jakiego długo nie było.
7. "Zupełnie inny weekend" (Weekend), reż. Andrew Haigh, 2011
Bardzo
intymny film Andrew Haigha sprawia, że świat osób homoseksualnych staje
się bliższy społeczeństwu, które na ogół zamiast dostrzegać w nich
delikatność i pasję, jak u każdego innego człowieka, na ogół bezmyślnie
potępia gejów i lesbijki za to, że po prostu są. Obraz "Zupełnie inny
weekend" nie narzuca widzowi poglądów, a tylko pokazuje drugą stronę ich
świata, opowiadając jednocześnie kilka dni z ich życia, które w sposób
barwny i emocjonalny przedstawione zostały na ekranie. Zdecydowanie coś
nowego. Więcej z mojej strony o filmie
tutaj.
6. "Róża", reż. Wojciech Smarzowski, 2011
"Róża"
nie pojawiła się w moim rankingu na samym szczycie, co absolutnie nie
znaczy, że jest mniej ważna od pozostałych premier. Kipiąca
okrucieństwem i brutalnością, przemawia do większego grona widzów jak
żaden podręcznik do historii czy suchy artykuł w gazecie. Postaci z krwi
i kości, równi sobie na ekranie Marcin Dorociński i Agata Kulesza,
sprawiają, że czujemy, jakby wydarzenia z "Róży" działy się tu i teraz i
były rzeczywiste jak nigdy wcześniej. Brawa za ten dojrzały obraz.
Więcej z mojej strony o filmie
tutaj.
5. "Miłość" (Amour), reż. Michael Haneke, 2012
Michael
Haneke prawie nigdy mnie nie zawiódł, dlatego też na jego najnowszy
obraz czekałam z utęsknieniem. Austriacki reżyser po raz kolejny atakuje
widzów dawką brutalności, przekazanej w tak dostępny i piękny sposób,
że nie sposób jej nie ulec. Zaskakująca na każdym kroku "Miłość" daje do
kina dużo świeżości, opowiadając jednocześnie historię niespecjalnie
skomplikowaną. Ograniczenia aktorskie, jakie nałożył na obsadę reżyser
(właściwie cała akcja skupiona jest na dwójce bohaterów) pozwoliły
lepiej przyjrzeć się sytuacji filmowej, powoli ją analizować i starać
się zrozumieć. Wolne tempo nie nuży, a finał na pewno wzbudzi emocje.
Więcej z mojej strony o filmie
tutaj.
4. "Lęk wysokości", reż. Bartosz Konopka, 2011
Takie
produkcje, jak film Bartka Konopki sprawiają, że człowiek odzyskuje
wiarę w polskie kino. Chociaż w 2012 roku multipleksy zaśmiecane były
wieloma przeciętnymi lub wręcz miernymi polskimi produkcjami, w tunelu
odnaleźć można światełko nadziei, którym jest właśnie między innymi film
"Lęk wysokości". Kino dojrzałe, mocne, jednocześnie nie tak
przytłaczające jak na przykład "Obława". Rok 2012 zdecydowanie należał
do Marcina Dorocińskiego, którego aż 3 kreacje mijającego roku uważane
są powszechnie za wybitne. Szkoda tylko, że film w kinach był przez
krótki czas i że chyba brakuje u nas widzów, którzy na kino
niekomercyjne wydaliby kilka groszy. Więcej z mojej strony o filmie
tutaj.
3. "Nietykalni" (Intouchables), reż. Olivier Nakache, Eric Toledano, 2011
Jeśli
miałabym wskazać najlepszą komedię tego roku, to nie zastanawiałabym
się ani chwili, wybierając "Nietykalnych". Owszem, podobnie jak
"Avengers", film stał się w tym roku dosyć mainstreamowy i hype na
niego trwa generalnie po dziś dzień, ale daję słowo, że nie miało to wpływu na moją ocenę. Podobnie jak nr 1 mojej listy, "Nietykalni" rządzą się swoimi prawami, bo po seansie pełnym uroku, śmiechu i pięknej ścieżki dźwiękowej nie można nie wyjść z uśmiechem na twarzy. Oparty na nieskomplikowanej fabule, film zgodnie z regułą oświecenia "uczy bawiąc". Więcej z mojej strony o filmie
tutaj.
2. "Hobbit: Niezwykła podróż" (The Hobbit: An Unexpected Jourey), reż. Peter Jackson, 2012
Nie
ośmieliłam się napisać recenzji Hobbita, bo przy tylu fanach,
pasjonatach i miłośnikach twórczości Tolkiena, moja wiedza na temat
świata Śródziemia jest bardzo znikoma. Nie mniej jednak pod kątem
wizualnym, przygodowym, fabularnym "Hobbit: Niezwykła podróż" Petera
Jacksona wywołuje same pozytywne emocje. Czuję, że wśród wszystkich,
którzy najnowszy film Nowozelandczyka widzieli w innowacyjnej technice
48 fps, pozostaję w mniejszości, której ta technologia przypadła do
gustu i choć mam nadzieję, że kino nie zatraci się jedynie w dążeniu do
coraz to lepszej jakości dźwięku i obrazu, cieszę się, że realizuje się
kolejne pomysły, by kino zwyczajnie ulepszyć.
1. "Artysta" (The Artist), reż. Michel Hazanavicius, 2011
Francuz Michel Hazanavicius stworzył jeden z dwóch filmów francuskich w tym zestawieniu, które w 2012 oczarowały mnie totalnie. "Artysta" to obraz, jakiego moje oczy potrzebowały od dawna: twórcom udało się wrócić do korzeni kina, zarazić widzów na całym świecie jego magią i przypomnieć, ile piękna może ono ze sobą nieść. "Artysta" ma w sobie urok, któremu nie da się oprzeć, a dużą rolę w tym miała muzyka Ludovica Bource'a oraz urzekający Jean Dujardin jako George Valentin. Więcej o filmie
tutaj.
OUT 10 W 2012
10. "Obława", reż. Marcin Kryształowicz, 2012
Seans "Obławy" miał być ambitny i dojrzały, a dla polskiego kina oznaczać kolejną możliwość wykazania się wśród wielu słabych filmów. I choć w większości krytycy zachwycają się najnowszym obrazem Kryształowicza, dla mnie cały ten film jest przegadany i zrealizowany w nieprzystępnej dla widza formie. Naprawdę zrozumieć ten film, a w szczególności jego tło historyczne, można jedynie posiadając wiedzę na ten temat. Przeciętny widz siadający przed ekran może go nie zrozumieć, a sam film pod kątem fabularnym nudzi.
9. "360. Połączeni" (360), reż. Fernando Meirelles, 2011
Kolejny banalny film kreowany na coś większego, z tą różnicą, że tym razem świetność tej produkcji nie była afiszowana na taką skalę jak polska "Obława". Meirelles sklecił wszystko, co do tej pory powiedziane zostało o związkach i ubrał to wielokulturową szatę, która wcale nie zachwyca, a przez większość seansu nudzi.
8. "Mroczne cienie" (Dark shadows), reż. Tim Burton, 2012
Tim Burton nie korzystał tym razem z wielu ekscentrycznych i wizjonerskich zakamarków swojej wyobraźni, a poległ na czymś, co już dawniej wymyślono i przedstawiono. Może szkoda, bo film nie tylko nie jest oryginalny ze względu na wcześniejszy serial Dana Curtisa, ale też dlatego, że Burton nie bardzo wiedział, co swoim filmem chce pokazać i jaki jest cel tej zagrywki. Przeciętna produkcja w duecie Burton-Depp nigdy nie będzie zachwycać.
7. "Wichrowe wzgórza" (Wuthering Heights), reż. Andrea Arnold, 2011
Film ten kojarzę przede wszystkim z pięknych zdjęć i mocnych, wyróżniających się kreacji aktorskich. Co mi się natomiast kompletnie nie spodobało, to próba bycia przez reżyserkę na siłę oryginalnym. Treść i klimat "Wichrowych wzgórz" Andrea Arnold przekształciła totalnie, przez co jej adaptacja książki nie ma prawa w ogóle nazywać się jej adaptacją. Okaleczenie tego (jakby nie było) arcydzieła nie zapunktowało na odbiór filmu przez widzów. Dodając fakt, że akcja rozwija się wyjątkowo długo i kolejne wątki ciągną się w nieskończoność, seans "Wichrowych wzgórz" nie sprawia aż takiej przyjemności.
6. "Kupiliśmy Zoo" (We bought a Zoo), reż. Cameron Crowe, 2012
Ten film z kolei nie reprezentuje sobą poziomu choć trochę wykraczającego ponad amerykański banał. Scenariusza nie ratuje sam interesujący pomysł na kupno zoo; potrzeba czegoś więcej, fabuły logicznie rozwijającej się, bądź mocnych, indywidualnych postaci albo chociaż pięknych zdjęć czy niezłego zakończenia. Tymczasem Cameron Crowe stwierdza, że nie musi się wzbijać ponad przeciętność i oferuje nam tą tanią, kipiącą słodyczą rozrywkę.
5. "Sponsoring" (Elles), reż. Małgorzata Szumowska, 2012
Schematyczne, pełne poprawności przedstawienie problemu sprzedających się studentek to ostatnia rzecz, której potrzeba w kinie. Szumowska nie zatrzęsła swoim obrazem w świecie filmu, pozostawiając niedosyt. Przerost formy nad treścią, bowiem nie wystarczy kilka odważniejszych scen, by widza zaciekawić.
4. "Iron sky", reż. Timo Vuorensola, 2012
Współfinansowany przez internautów film "Iron Sky" to klapa komediowo-fikcyjna, po której można się spodziewać wszystkiego. Czy to wada, czy zaleta, trzeba już ocenić samemu, jednak faktem jest, że w tej produkcji utopiono wiele pieniędzy, a sam film przedstawia poziom dosyć żenujący, zarówno aktorsko, jak i fabularnie. Fanów sci-fi ratować powinny dość udane efekty.
3. "I że cię nie opuszczę" (The Vow), reż. Michael Sucsy, 2012
Słodko-gorzki z naciskiem na "słodki" film "The Vow" to idealna propozycja dla osób szukających w kinie nudy, podkolorowanej oczywiście przekraczającą ludzkie granice historią miłosną. Channing Tatum bawi w swojej roli jak mało kiedy, podobnie zresztą jak sam scenariusz.
2. "Battleship: Bitwa o Ziemię" (Battleship), reż. Peter Berg, 2012
Typowa historia o bohaterze, na którego barkach leży los ludzkości. Obsada filmowa zdaje się robić wszystko, by seans jeszcze bardziej umilić, w szczególności mowa tu o mało wymagających rolach żeńskich. Film wizualnie dobry, jednak prezentujący poza tym dość niski poziom w treści.
1. "Cosmopolis", reż. David Cronenberg, 2012
Dobra, choć bardzo krótka rola epizodyczna Juliette Binoche to jedyne, co ten film ratuje przed klęską. Przegadany, jak chyba żaden film w ubiegłym roku. Pseudo-intelektualne dialogi, w których ciężko się połapać i nie chodzi tu już nawet o sam fakt, że film jest trudny do zrozumienia (to swoją drogą...). Jego forma odrzuca każdego, kto ma przynajmniej dobre chęci i chciałby coś z bełkotu w wykonaniu Roberta Pattinsona wyciągnąć. Dłuży się przy tym niesamowicie.
Krótko streszczone:
- Pozytywne zaskoczenia tego roku? Nigdy nie spodziewałabym się, że takie tytuły jak "Bogowie ulicy", "Dom w głębi lasu", "Martha Marcy May Marlene" czy "Niesamowity Spider-Man".
- Największe zawody 2012 to na pewno filmy takie jak "Obława", "Wichrowe wzgórza", "Mistrz", "Mroczne cienie" i "Wszystkie odloty Cheyenne'a". Szkoda, akurat co do tych filmów myślałam, że po ich obejrzeniu będę co najmniej zadowolona.
- Najlepszy seans w kinie to zdecydowanie "Hobbit: Niezwykła przygoda", który przez te ponad 3 godziny pozwolił mi zapomnieć o bożym świecie, całkowicie. Również "Miłość" totalnie mnie zauroczyła i wbiła w fotel.
- Najgorzej wydanymi pieniędzmi na bilet mogę nazwać seans "Mistrza" i "Odwróconych zakochanych", niestety tutaj nie trafiłam w swój gust filmowy.
- Jest jeszcze krótka kategoria filmów "mainstreamowych", które do mnie niespecjalnie przemówiły, a już na pewno nie do tego stopnia, by ulec wielkiemu hype'owi na nie. Są to "Avengers", "Atlas chmur", "W ciemności", "Skyfall" czy "Mroczny Rycerz powstaje".
Zdaję sobie sprawę, że filmy "out" nie są najgorszymi produkcjami roku 2012, jednak miałam to szczęście (?), że większości udało mi się ominąć totalnie gnioty, licznie krytykowane, takie jak "Kac Wawa", "Bitwa Pod Wiedniem", "A wiec wojna" czy "Odrobina nieba" (pierwsze tytuły, jakie przyszły mi do głowy, ekspertem nie jestem).
Mam nadzieję, że w przyszłym roku uda mi się być równie na bieżąco, jak w 2012. Nie wiem, jak ja to zrobiłam czasowo, ale większość, co chciałam zobaczyć, zobaczyłam. Żeby tylko było więcej czasu na pisanie i czytanie tekstów innych, tego sobie życzę:)
Moje krótkie podsumowanie to tylko wstęp do wielkiego głosowanie w Organizacji Blogów Filmowych. Nagrody OBF 2013 już całkiem niebawem. Wszystko na bieżąco śledzić możecie
pod tym adresem. Stay tuned, już niebawem premiery, na które warto się wybrać w roku 2013! :)